25 czerwca 2017

The end

Hop, hop! Czy ktoś tu jeszcze jest? Tak moi drodzy czytelnicy, Jula wraca. 
Wymęczona szkołą z prawdy, ale szczęśliwa. 
Tytuł posta mówi sam za siebie. Dwa dni temu mieliśmy zakończenie roku, a ja pożegnałam progi mojego gimnazjum. Średnia 5.2, wyniki testów bardzo dobre... Chyba mogę być z siebie dumna i ze spokojem nadrabiać blogowe braki. Nigdy tak bardzo nie potrzebowałam wakacji (tak, tak... Nie zwracajmy uwagi na to, że powtarzam to za każdym razem kiedy zaczyna się ta 2-miesięczna wolność). Szkoła, nauka ma dla mnie duże znaczenie, niejednokrotnie to powtarzałam. Niestety podczas ostatnich tygodni roku szkolnego i walki o oceny, czuje się już takie okropne "zmęczenie materiału", że trudno zebrać myśli. Na pewno to znacie, to zmora każdego ucznia! A co doskwierało mi najbardziej podczas tych 3 miesięcy mojej nieobecności? Brak kreatywnego myślenia przede wszystkim. Jednak teraz czuję, że kiedy mój mózg wreszcie przyswoił do siebie wiadomość, że "hej, możesz już odpocząć!", wszystko wraca do normy. Co oznacza, że w mojej głowie znów pojawiło się kilkadziesiąt pomysłów, które na pewno zrealizuję. Wolę nie mówić "postaram się", bo to przeważnie zwiastuje fakt, że jednak nic nie zrobię. Zakładam, że nie tylko ja tak mam, haha. Na razie z uśmiechem piszę pierwszy post w te wakacje. Stylizacje, przepisy, może wreszcie pojawi się obiecany już wielu osobom post o moich małych, ale przytulnych czterech ścianach. Tyle mam Wam do pokazania, że aż nie mogę doczekać się kolejnego posta!
I sukienka SINSAY I
Sukienkę ze zdjęć, znalazłam na przecenie. Sprawuje się świetnie, więc zainteresowanym polecam zajrzeć do Sinsay. Teraz są tam naprawdę ładne, a tanie sukienki. Na koniec roku spisała idealnie, ale na pewno założę ją jeszcze wiele razy latem, gdy będę potrzebowała bardziej eleganckiej stylizacji.
A niżej,  już w nieco wakacyjnej odsłonie...

06 kwietnia 2017

Coś o wewnętrznej sile

Witajcie Kochani! Jestem ciekawa czy ktokolwiek zaglądał tutaj przez te 4 miesiące mojej nieobecności. Wreszcie mam czas, żeby sklecić tutaj kilka słów. Jak zawsze powrót po długiej przerwie, to dla mnie wielkie przeżycie, ale i duża radość.
Przez ostatnie miesiące dużo się działo w moim życiu, chociaż wpadłam w pewną rutynę, tę szkolną, którą na pewno dobrze znacie. Biorąc pod uwagę fakt, że jestem dwa tygodnie przed testami ilość sprawdzianów, powtórek itd. jest niewyobrażalnie wielka. Zmęczenie czasem daje się we znaki, ale każdego dnia staram się udowodnić sobie, że jestem silnym człowiekiem. Zaczynam dostrzegać ile w życiu jest wzlotów, ile upadków. Chyba w życiu każdego człowieka zdarzają się kryzysy, czas kiedy wszystko idzie nie po jego myśli. Zapewne to że jestem dziś tutaj, sprawił fakt, że właśnie sama próbuję przyszyć sobie skrzydła na nowo. Dochodzę do wniosku, że każda porażka, o ile jesteśmy w stanie się z nią pogodzić, Nas uszlachetnia. Chociaż jej gorycz jest naprawdę nieprzyjemna, to kiedy przejdziemy przez tę najgorszą, początkową fazę rozpaczy i własnego niezadowolenia z siebie, to naprawdę uszlachetnia. Pech może być większy lub mniejszy, ale nie możemy trwać w przekonaniu, że tylko on rządzi naszym życiem. Może to właśnie porażki, są kluczem do sukcesu? To One najbardziej mobilizują do działania, tylko najpierw musimy się z nimi pogodzić. Każdy jest inny i jeden będzie dochodził do tego wniosku dłużej, a drugi krócej. Nie można jednak się załamywać, bo jedyne co osiągniemy przez zaprzestanie jakichkolwiek działań to NIC. Te słowa kieruję głownie do młodych osób, które może nawet teraz przeżywają gorsze chwile. Wydaje mi się jednak, że jeśli ktoś starszy, nieco słabszy psychicznie natrafi  na ten post, on również mu pomoże. Tego przynajmniej bym chciała, aby moje osobiste przemyślenia komuś pomogły. Ja dopiero po jakimś czasie, zaczynam dostrzegać plusy upadków. Cieszy przede wszystkim fakt z własnej wytrzymałości i ilość motywacji, chęci zrobienia czegoś lepiej. Zrekompensowania starty... Pamiętajcie, że wszystko co Nas w życiu spotyka, ma jakiś sens. Ja również czasem o tym zapominam, a oczy pieką mnie od łez. Płacz jednak pomaga, pomaga czułość innych i przede wszystkim czułość dla samych siebie pomaga. Zamiast siebie krytykować, spróbujmy siebie pocieszyć. Ja wiem, że to trudne, ale trudne nie znaczy niewykonalne. Jeśli się nie poddasz w odbudowywaniu własnej samooceny,  to możesz być pewien, w tym nie poniesiesz porażki. Po prostu daj sobie czas. Najprościej mówiąc, czas leczy rany... :)
I ramoneska Sinsay I t-shirt Cropp I buty Reebok Classic Leather Black I

Następny post będzie już nieco luźniejszy!

30 grudnia 2016

Nowy rok, nowe wyzwania

Święta, święta i po świętach... Jakoś nie mogę uwierzyć w fakt, że to tak szybko zleciało. W tym roku święta były naprawdę cudowne. Śnieg, który dodał im uroku, przypomniał mi tę prawdziwą atmosferę, którą czułam w dzieciństwie. Lubię tę świąteczną rutynę. Obiady u babci, które z roku na rok wyglądają trochę inaczej. Kolędy po wigilii, które wspomagam dźwiękiem gitary. Zapach cynamonu i mandarynek. Za 12 miesięcy, czeka Nas to samo... Teraz otwieramy nową kartkę, piszemy na środku "2017" i staramy się, aby nasza historia, którą będziemy tworzyć przez 365 dni, była jedną z naszych najlepszych. Muszę przyznać, że 2016 rok był dla mnie bardzo udany. Mam masę wspomnień, których nie zapomnę do końca życia. Był to rok wzlotów i upadków, sukcesów i porażek. Jednak zdecydowanie rok przepełniony tymi pozytywnymi chwilami, kiedy na mojej twarzy widniał uśmiech. Rok podróży, dobrej zabawy i spełniania marzeń... Na 15 postanowień udało mi się zrealizować 12! Wydaje mi się, że to niezły wynik. To trochę zabawne, ponieważ musiałam je spełniać jakoś tak podświadomie. Przypomniałam je sobie dopiero wczoraj, haha. W tym roku mam ich trochę mniej, może dzięki temu wykonam wszystkie wyzwania, które na ten rok sobie wyznaczyłam.
A Wy macie jakieś noworoczne postanowienia?